Genealogia rodzinna ks. Sedlaka
Ksiądz profesor Włodzimierz Sedlak pochodził z górniczej rodziny. Urodził się w Sosnowcu jeszcze przed pierwszą wojną światową jako trzecie dziecko, po Edycie i Henryku, 31 października 1911 roku. Rodzicami nowonarodzonego Włodzimierza, który nazwany został od razu Waldkiem, byli Elżbieta i Paweł Sedlakowie. Oddajmy mu głos:
,,Każda przeszłość rodzinna jest nieco archeologiczna, czyli kopalna, z wyjątkiem rodów, które pilnowały genealogii. Nie daje się dzieciom z okazji urodzin pióra i oprawnego albumu, który kiedyś zapiszą jako kronikę swego życia. Pszczyna leżała w zaborze austriackim, skąd i czeskie nazwisko Sedlak przybierało różne formy fonetyczne po niemiecku. Dziadek Matki (nie znam nazwiska) zamieszkały w Pszczynie lub w jej okolicy był przewodnikiem przynajmniej dwu pielgrzymek do Ziemi Świętej. Została tradycja domowa. Z opowiadań matki wiadomo, że rodzina modliła się za dziadka podczas burzy, gdyż w tej chwili znajduje się na morzu. Były w rodzinie rzeczowe pamiątki takie jak krucyfiks z hebanu oraz obrazek z nalepionymi roślinami z Getsemani.
Na drugim krańcu wspomnień, w Pelplinie, ordynariuszem był stryj mojego ojca Anastazy Sedlag. Żył w latach 1787-1856. Biskupem był od roku 1834. W poszukiwaniu prastryja i dla odwiedzenia szlaku Kopernika wybrałem się z kolegami do Olsztyna, Lidzbarku Warmińskiego, Fromborka, Pelplina-stolicy biskupiej diecezji chełmińskiej. Drugi raz byłem w Pelplinie przy okazji rekolekcji dla seminarium.
Kiedyś podczas rekolekcji akademickich w Toruniu poświęciłem więcej czasu na przejrzenie zbiorów w bibliotece miejskiej. Odnalazłem tam drukowany po niemiecku i po polsku - List do moich Toruńczan - i modlitewnik w języku polskim, którego autorem był biskup Sedlag. Podczas rekolekcji dla kleryków w Pelplinie odgrzebałem wspomnienia po prastryju. Jego marmurowa płyta znajduje się w prezbiterium kościoła i jest częściowo przykryta stallami.
Moja mama, Elżbieta pochodziła z Janszeków. Jej ojciec - Otto Janszek był ewangelikiem a jej mama - Julia katoliczką. Elżbieta urodziła się w Kłodzku w 1884 roku. Jako najstarsza córka musiała po skończeniu szkoły elementarnej (8 klas) szukać zajęcia. Była przez pewien czas boną dla dzieci na Węgrzech. Jak się znalazła w Strzybnicy i gdzie poznała ojca nie mama pojęcia. Być może państwo u których była boną przyjechali na Śląsk i to było okazją do spotkania. Strona ojcowska była związana z Górnym Śląskiem a może i z Pszczyną.
Na Śląsku trzon ludności był polski i katolicki. Żywioł napływowy był niemiecki i ewangelicki. Utrzymał się język polski na tych ziemiach. Matka mojego ojca umarła w czwartym roku życia syna Pawła. Paweł i Elżbieta brali ślub w 1902 roku w kościele w Strzybnicy pod Tarnowskimi Górami. W roku 1916 lub 1917 w styczniu odbył się w Pokoju pogrzeb Ottona Janszeka. Byłem z matką na nim.
Po raz pierwszy wziąłem się za archeologię rodzinną. Po wnikliwym uporządkowaniu porozrzucanych wiadomości daje się w przybliżeniu skleić jej historię. Postrzępiona i lekko połatana historia rodzinna ma wiele nieciągłości. Orientuje jednak o środowisku z którego wywodzą się rodzice. Korzeniami rodzina tkwi w Pszczynie i okolicy oraz na Dolnym Śląsku.
Chyba zewem krwi powodowany przejeżdżając przez Śląsk zawsze stoję w oknie wagonu i nie mogę napatrzeć się na tę ziemię. Śląsk do mnie mówi dotychczas, jakby mnie rozpoznawał. Do dziś bliskie mi wyciągowe wieże górnicze , huty żelaza i cynkownie. Bliska mi zawsze była brać robotnicza. Bliska i droga mi każda praca. Fizyczna też. Wygnał mnie chleb ojcowski na północ" (W. Sedlak, W pogoni za nieznanym, Lublin 1990, s. 13-22).